poniedziałek, 27 stycznia 2014

ROZDZIAŁ II

Równo z godziną 6.15 mój budzik zadzwonił. Śnił mi się on. To był piękny sen. Szkoda, że się obudziłam. Poszłam do łazienki i popatrzyłam w lustro. Jestem ze mną kurewsko źle, mam cienie życia pod oczami, a usta spierzchły mi od suszy. Doprowadziłam się do porządku i ruszyłam w stronę szkoły uprzednio chwytając ze stołu banana. Wsadziłam słuchawki w uszy i puściłam muzykę, która idealnie oddaje mój nastrój. W tedy ktoś na mnie wpadł.
-uważaj jak chodzisz!- w tym momencie podniosłam wzrok. Tęczówki w kolorze szafranu otoczone wachlarzem czarnych rzęs...."TO NIE MOŻE BYĆ ON!!! TO NIE MOŻLIWE!"- powtarzałam to sobie w głowie jak mantrę.
-Dawno się nie widzieliśmy...-z zamyślenia wyrwał mnie ochrypły głos.
-Mówiłeś coś ? czy to tylko twój ryj do złudzenia przypominający pizdę ?
-Dlaczego taka jesteś?
-Jaka?
-Udajesz sukę, która kocha krzywdzić ludzi, a w środku błagasz i pragniesz o to by ktoś obdarował cię uczuciem.
-Na prawdę masz tupet! Przyjeżdżasz tutaj po trzech latach jak gdyby nigdy nic, po tym jak zostawiłeś mnie bez słowa wyjaśnienia i prawisz mi kazania Styles!- powiedziałam i odeszła, popychając go ramieniem.
-Rebeca zaczekaj!- nie odwróciłam się, ale mój środkowy palec nie mógł się powstrzymać by mu zasalutować. Wchodząc do szkoły znowu na kogoś wpadłam, zaliczając solidną glebę. Podniosłam wzrok. Ciemne rurki założone, na idealne szczupłe nogi, t-shirt wycięty w serek...KURWA!
-no nie!- powiedziałam bardziej do siebie, ale na pewno usłyszał.
-Raz to przypadek, drugi to przeznaczenia, ale wolałbym zobaczyć się klęczącą przede mną w innej sytuacji.-mówiąc to cwaniacki uśmieszek wkradł się na jego usta. CHOLERNY STYLES!
-Przesuń swoją zasraną dupę, bo spóźnię się na lekcje...
-Od kiedy to zależy Ci na szkole- przerwał mi. - Ostatni raz kiedy cię widziałem, zamiast zajęć wolałaś pieprzyć się, ze mną w toalecie.
-Cóż, ja się zmieniłam, ty dalej jesteś chujem- popchnęłam go przechodząc przez drzwi budynku. Potem w szkole było całkiem znośnie. Późnym popołudnie wróciłam do domu, odrobiłam trochę lekcje i zaczęłam pisać, bo czułam, że eksploduję.
"Każdego dnia wracałam, każdego dnia myślałam co mogłoby się wydarzyć. Kolejnego dnia pamiętałam. Następnego dnia wracałam, kolejnego myślałam co mogłoby się wydarzyć. Porem znowu pamiętałam. I tak ciągle i w kółko, bo na tym właśnie polega to popierdolona monotonność, dzięki której umierasz każdej nocy, godzina po godzinie." Zamknęłam zeszyt i odłożyłam go pod poduszkę, kładąc się na moim miękkim łóżku. Znowu jestem pomiędzy tym co chcę, a tym co mogę.
------
W ten o to sposób mamy za sobą kolejny rozdział ^^ Postaram się jak najczęściej dodawać rozdziały ;)


sobota, 25 stycznia 2014

ROZDZIAŁ I

Zbliżała się północ. Jak zwykle o tej porze wyjęłam duży zeszyt na którym poprzyklejałam zdjęcia moich bliskich. Po śmierci mojej siostrzyczki mama zapisała mnie do psychologa. Po stracie Cholly stałam się...inna, z resztą moja mama również. Na początku przechodziła, przed straszną depresję- obwiniała wszystkich o jej chorobę, a w ostateczności śmierć. Potem wpierała się wszystkiego. Mówiła, że to nie możliwe, że to błąd lekarzy, że to nie jej dziecko umarło. Przez długi czas nie wychodziła z domu bo każda mała dziewczyna przypominała jej o niej. Teraz, po roku udaje, że nic się nie stało. To chyba najokropniejsza faza żałoby. Nie wolno nam wspomnieć o małej, wymawiać jej imienia, czy chociażby wchodzić do jej starego pokoju. Mama zajmuje teraz wszystkie swoje myśli nami, mną, moją siostrą i tatą. Myślę, że ma wyrzuty sumienia, przez to, że podczas choroby Cholly nie poświęcała nam tyle czasu. Wracając do psychologa, ta głupia baba kazała pisać mi listy do "Boga", ale jestem pewna, że to tylko pretekst by na naszych co tygodniowych spotkaniach wyciągnąć ze mnie uczucia, których za żadną cenę nie chcę pokazać. Nie chcę, żeby jakaś obca kobieta czytała moje przemyślenia, dlatego też piszę dwa listy. Jeden jest prawdziwy, przelewam na niego swoje uczucia, prośby i wszystkie niepowodzenia. Te listy zapisuję w zeszycie, którego nikomu nie pozwalam dotykać. To coś jak pamiętnik. Dodatkowo piszę super przesłodzone liściki typu "OMFG on jest taki uroczy", żeby jak najszybciej skończyć terapię. "Bóg" to jakaś kpina, nie wierzę w niego, ale z braku zaufanej osoby do której mogłabym pisać listy piszę do niego. Skoro nie istnieje, a my i tak go nie widzimy, nie doświadczamy i w ogóle to przynajmniej nikomu nie powie.
"Życie mnie boli, rodzice wkurwiają, szkoła dobija, a sił brak"- z takimi myślami zaczęła pisać list.
Boże!
Dzisiaj proszę Cię, aby blizny zniknęły, zarówno te psychiczne jak i fizyczne. Proszę Cię, abyśmy byli szczęśliwi. By krew nie zlatywała po nadgarstkach, tak jak łzy po skroniach. Proszę Cię o uśmiech dla wszystkich. Pozwól mi przeprosić za wszystko innych.
Po tym zamknęłam zeszyt i poszłam spać. Może już się nie obudzę
-----
postanowiłam dodać pierwszy rozdział jeszcze dzisiaj, żebyście mieli jakiś obraz dotyczący tego bloga. W miarę możliwości postaram się dzisiaj dodać również obsadę :)
Nie spodziewam się jakiś cudów w postaci komentarzy, bo blog dopiero zaczyna, ale jeśli to przeczytasz to skomentuj, co według ciebie powinnam zmienić i jak podoba ci się mój blog
Pozdrawiam :*


PROLOG

Powtarzała tylko -Boję się, boję się- i płakała. Opowiadałem.
-Może ona bała się bólu ?-przerwał mi Zayn.
-Wydaje mi się to bardzo możliwe.- i w tedy wszystko uderzyło we mnie ze zdwojoną siłą. Mimo tego, że obiecałem sobie, że będę twardy, nie jestem! Znowu zaczął robić mi się nieporządek w chaosie.
-Harry? wszystko w porządku ? -zapytał mnie przyjaciel.
-Cierpię to jest prawdą.
--------
A o to i krótki prolog, który rozpoczyna naszą przygodę z tym opowiadaniem. Mam nadzieję, że się spodoba.